Pamiętacie jak mówiłam Wam o moich marzeniach kosmetycznych?:)
Jeśli nie to zapraszam TUTAJ.
Wczoraj spełniło się jedno z nich.
Zostałam szcześliwą posiadaczką szczotki Tangle Teezer
Która z nas o niej nie marzy.
Ja marzyłam wcale nie tak długo i w końcu się udało.
O tej szczotce niedługo będą pisać pieśni pochwalne:D
Od razu uprzedzę Wasze pytanie.
Nie nie kupiłam jej.
Dostałam ją w prezencie od mojego Męża.:)
Jak widzicie jest to wersja kompaktowa w kolorze czarnym.
Szkoda, ze nie widziałyście jaką radość Mąż sprawił mi tym prezentem.
Wie co mi się podoba.
Nie myślałam, że to będzie takie maleństwo, ale i tak mi się podoba.
Cieszę się, ze dostałam właśnie tą wersję, bo mam pewność, że ząbki nie będą sie w niej wyginały.
Tutaj jeszcze dwa zbliżenia na ząbki szczotki Tangle Teezer.
Powiem jedno.
Ładnie włosy czesze, nie ciągnie i nie wyrywa.
Chyba dołączę do fanek tej szczotki. ;)
Recenzję jej oczywiście zamieszczę jak dłużej poużywam,
ale coś czuję że będzie z tego miłość.:P
Pozdrawiam,
Kasia.







