Zastanawiacie się pewnie po co to piszę, bo tytuł posta mówi przecież o wspomnianym różu do policzków. Muszę przyznać, że tylko krowa zdania nie zmienia, a że nie muczę i nie daję mleka to i ja zmieniłam pogląd na tą sprawę. Przyszło mi ostatnio na myśl, że przecież nie muszę używać różowego różu (tak wiem masło maślane:D ) i są też inne odcienie np. pomarańcz, brzoskwinia i morela. W sam raz dla mnie, żeby nie wyglądać jak świnka.:D
Stąd też tytuł posta i jego odcień. Zamarzyło mi się ostatnio posiadać Sleekowy róż i oto mam, wczoraj do mnie przyszedł. Jeszcze go nie używałam, ale muszę powiedzieć, że kolor mnie zauroczył. Nie będę tu starała się go opisać tylko wrzucę zdjęcia i same go sobie zobaczycie. Róż o wdzięcznej nazwie Life's a Peach. Jak dla mnie to jest brzoskwinka, ale może się mylę, poprawcie mnie, jeśli nie mam racji.
Swatch tez jakoś niespecjalnie wyszedł, wszystko przez aparat i przez to że, ten róż nie jest tak bardzo napigmentowany. Trzeba go trochę nałożyć żeby było widać swatch. Dla mnie to zaleta, bo wiadomo że łatwo z różem przesadzić i efekt matrioszki mamy murowany.:D Także to na plus. Ja swój kupiłam na all z przesyłką wyniósł mnie 29,90 zł.
A Wy macie ten róż? Jak Wam się sprawuje?
Ps. a tu jeszcze sprawca całego zajścia z dnia wczorajszego. W poprzednim poście macie edit KLIK.
Pozdrawiam i do następnego posta,
Kasia.
















